Silva Rerum

Numer 1 (7) 2004


Menu

Od redakcji
Karczma
Z dziennika
Recenzje
Felietony
Opowiadania


Felietony

Wojna o plac
Heigen no otaku...
"Heroizm" puste słowo


 

 

"Heroizm" puste słowo



Paweł Placek Ciesielski


"Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" (Eliza Orzeszkowa)


Zegar zaiskrzył, warknął pordzewiałym mechanizmem i zaszurał trybami po olbrzymim blacie tarczy. Minuta za minutą barokowe urządzenie nabierało pędu, tak potrzebnego do odległych podróży. Sen o przygodzie napędzał spękane przez czas wskazówki zegara i wyrywał z teraźniejszości. Przeszłość i Przyszłość nie miały znaczenia, wszystko było jednym i tym samym.

Usiadłem na płaskiej i szerokiej wskazówce gotując się do lotu przez napuszone od słońca chmury. Wiatr, mój przyjaciel, wyszeptał mi do ucha propozycje wspólnej podróży. Chętnie na nią przystałem, bardzo lubię jego towarzystwo.

Lecieliśmy nad rozległym lasami Horackimi, nad gęsto zasłanymi mogiłami i nad pooraną zębem czasu polaną. W powietrzu unosił się zapach dni dawnych i przelanej krwi. Gdzieś z oddali, jakby za tafli grubego szkła, słychać harmider i jazgot zgiełku bitewnego. Wiatr wspomina mi o swych przyjaciołach w lesie. Lądujemy na niewielkiej polanie usłanej stokrotkami. Przypominam sobie dawno niewidzianych znajomych. Witam się z wiekowym dębem, sędziwym świerkiem i smutną brzozą. "Świadkowie dziejów Ziemi, (...) milczący stróże mogił leśnych, bezimiennych" odwzajemniają się opowieścią o zapomnianych przez ludzi herosach.

Wskazówki wiekowego zegara wspak przesuwają się po pordzewiałej tarczy. Odliczają minuty, godziny, dni i lata do czasów krwawych powstań, do dnia 25 maja 1863 roku.

Śniady gniadosz Romualda Traugutta stał w heraldycznej pozie napierając ciałem na rozszalały kordon atakujących Moskali. Towarzyszą mu Jagmin i Marian Tarłowski walcząc zażarcie o wolność i ideały, które im "zaszczepiono". Młodzi i naiwni zawsze giną jako pierwsi. To, co jest najszlachetniejsze i najpiękniejsze płonie i marnieje, jak te kwiaty, w bezmyślnym mordzie. Porzucone przez los i dowódców bezużyteczne marionetki zostają spalone w ogniu wojny.

Ludzie wierzą, że istnieje wojna sprawiedliwa i słuszna, dla której warto oddać życie, by tylko ocalić państwo, religię albo ideę. Lecz żadna idea nie jest warta, aby odberać życie. Żadna, nie wymaga śmierci niewinnych i bezbronnych, żadna nie każe podnosić ręki na drugiego człowieka. Żadna myśl nie jest warta zabijania.

Na wierze w ideały najbardziej cierpią młodzi ludzie mający jeszcze całe życie przed sobą. Trwonią i szafują nim jakby było bez znaczenia, a ono ma największe z możliwych. Każdy zabity może być tym, od którego świat ulegnie zmianie. Każdy człowiek jest unikatowy i niesie w sobie olbrzymią wartość. Wojna zrównuje każdego zabijając w nich człowieka i marzenia.

Po poświęceniu i znoju pozostają tylko bezimienne groby i dziewczęce łzy.

Wiatr zapłakał i odleciał w świat zostawiając mnie na kurhanie poległych. Przeżegnałem się i zmówiłem modlitwę za nich i za to, aby nigdy więcej ludzie nie musieli już walczyć.

Modlitwa nie została wysłuchana i chyba nigdy nie zostanie.

Usiadłem na tarczy zegara czekając na następny przystanek podróży. Tryby zaskrzypiały głośno a przeciągle. Sprężyny obróciły stare, barokowe wskazówki. Czas nie miał już najmniejszego znaczenia. Był linią, kołem i punktem jednocześnie. Był wszystkim i zarazem niczym. Był ostateczną przyczyną i pierwszym powodem, a może po prostu był.

Wrony wzlatywały nad szarą w mroku nocy polaną, omiatając skrzydłami stęchłe wyziewy dróg rozmokłych jesienną porą. Szukały wzrokiem padliny końskiej, leżącej gdzieś pośród rozszumianych traw, wypatrywały płowych koszul i rozdygotanych rąk umierającego człowieka. Leciałem za nimi na tarczy zegara obijającej refleksem pierwsze promienie słońca. Smutny świt rozpostarł senne jeszcze ramiona i wpełzł na bezkresną równinę.

Zauważyłem leżącego konia, nad którym pastwiły się zgłodniałe wrony. Dostrzegłem także ciało mężczyzny zaoranym przez ostrogi czołem. Widziałem jego bezwładne ręce, pokrwawioną koszulę i to spojrzenie. Spojrzenie bladych, pustych oczu, z których dusza już uleciała.

Barokowy mechanizm zaszumiał, zaskrzypiał i zatrzymał czas by nadać mu nowy tor. Przeszłość zaczęła powracać spokojnie, nie śpiesząc się dawała o sobie znać.

Moskale zatańczyli wierzchowcami brużdżąc rozmokłą ziemię końskimi kopytami. Otoczyli go, zagradzając drogę ucieczki wymierzonymi w pierś karabinami. Heroicznie błagał o życie, o zmiłowanie. Nie usłuchali, zabili z zimną krwią nie bacząc na strach i bezbronność.

Nikt mi nie wmówi, że heroizm to wartościowa postawa, którą powinienem się kierować. Nikt. Heroizm to słowo puste i częstokroć rzucane na wiatr przy każdym narodowym powstaniu. Bijmy się za kraj, za Polskę! - Tak krzyczeli demagodzy z nieistniejących ambon. Młodzi ludzie z wiarą w sercu, że ich poświęcenie i śmierć są celowe szli na rzeź. Obarczeni ideałami walczyli za poległą pod butami zaborców Polskę. Oddawali swoje życie myśląc, że to może coś zmienić. Jak gorzko się mylili. Śmierć niczego nie jest wstanie zmienić. Ona potrafi tylko zabierać i skłaniać do milczenia. Jest bezduszna, okrutna i bezsensowna.

Młodzi marzyciele walczyli długo i zaciekle szukając przy tym siebie w chlubnych słowach, w pełnych patosu pozach, w dumie i nieugiętości. Odnajdowali się w bólu, pogardzie i skomleniu o życie.

Bo wojna to podeptane marzenia, to utracone człowieczeństwo i odwrócony dekalog. Nie ma w niej niczego pięknego, nie ma w niej heroizmu i patosu. Jest tylko pustka martwych oczu, chód przelanej krwi i makabryczne wspomnienia, które zalegają w pamięci. "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" owszem, człowiek potrafi odnaleźć w sobie siłę, która może przenieść góry, która pozwoli przeżyć najcięższe chwilę. Człowiek to potrafi, ale nie powinien być do tego zmuszany, bo cena, jaką musi ponieść niejednokrotnie go przerasta.

Ludzie myślą, że wiedzą, czym jest rzeczywistość, czym jest życie. Myślą, że wiedzą, bo mogą myśleć. "Myślę, więc jestem". Ich podejściem jest - "jestem na szczycie łańcucha pokarmowego, więc mogę decydować, co jest rzeczywiste, a co nie".

Czego nie chcą by było, po prostu nie istnieje. Za wyjątkiem, być może, ich snów. Lub koszmarów. Tak, więc kończą patrząc na cienie na ścianach jaskini, myśląc, że taki jest świat. Nigdy nie patrzą na to, co rzuca te cienie... a cienie wojny rzucamy my - ludzie.

Jak łatwo jest mówić, że gdzieś w odległym kraju wybuchła bomba zabierająca życie kilkudziesięciu ludziom. Jak łatwo w wiadomościach oglądać zamachy terrorystyczne i relacje z placów boju. Tylko, że to nie bomby zabijają ludzi, to ludzie zabijają ludzi. Tej prawdy, żadna idea nie jest w stanie zmienić.

Zapłakałem nad ciałem Szymona Winrycha gorzko i żałośnie. Śmierć prawdziwego męczennika była cicha, odległa i bezsensowna. Jak każda inna śmierć.

Szekspir mówił, że są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się nawet filozofom. Zegar znał drogę do takich miejsc, gdzie rzeczywistość była trudno akceptowana. Wskazówki zatrzepotały lękliwie i wzbiły się pośród słonecznych promieni prowadząc mnie do Krainy Cudów.

W końcu go znalazłem. Siedział przy rozłożystym muchomorze pijąc ziołową herbatkę z Marcowym Zającem, Kapelusznikiem i małą dziewczynką. Wszyscy ucieszyli się na mój widok, a najbardziej Platon - mój stary druh. Postawiłem tarczę zegara obok leniwie wylegującej się Gąsienicy. Kapelusznik poczęstował mnie herbatnikami i ciastkiem z lukrem. Jakże mógłby odmówić.

Platon kończył właśnie swoją tyradę o zakorzenionym w człowieku dobru, dodając jeszcze coś o idealnym bycie, ale ani Marcowy Zając ani ja nie zrozumieliśmy, o czym mówi. Tym bardziej nie zrozumiała mała dziewczynka szepcząca Kapelusznikowi o buteleczce z napisem: "Wypij mnie".

Nie mogłem się zgodzić z Platonem. W człowieku powinno być wrodzone dobro, ale go najzupełniej nie ma. Tylko społeczeństwo może takie zasady wpoić. Platon, jak zwykle zaoponował. Nie zdziwiło mnie to zanadto, więc czym prędzej zaproponowałem mu małą przejażdżkę. Przystał na propozycję.

Cyferblat zatrzepotał wskazówkami wzbijając się w powietrze. Pomachałem na pożegnanie przyjaciołom z Krainy Cudów i poszybowałem razem z Platonem na spotkanie z świętokradczą rzeczywistością. Czas nabrał kolorytu.

Ziemia za dnia nagrzana słońcem teraz w milczeniu oczekiwała deszczu. Pola usłane żytem kryły w sobie czar dni minionych. Dni słonecznych i szczęśliwych, które wypełniały się tylko dziecinnym śmiechem. Teraz wysokie kominy wypluwały kłęby czarnego dymu.

Pokazałem Platonowi maszerujących do komina więźniów, wskazywałem palcem na wytwórnie mydła z ludzkiego tłuszczu, zaznaczyłem gestem głowy nieludzkie traktowanie więźniów.

Platon nie mógł uwierzyć.

Przyglądał się wychudzonym sylwetkom skazanych, ich kiwającym się głowom i pałąkowatym rękom. Obserwował nagrzane piece w krematorium pełne umierających ludzi, komory gazowe przynoszące śmierć tysiącom Polaków, Żydów, Greków i Ukraińców. Patrzył, jak zgłodniali ludzie walczą o ostatni kęs suchego chleba. Zabijają się, kradną, by tylko przeżyć ten jeden dzień, by nie zginąć w płomieniach krematorium.

Platon płakał i nie rozumiał. Nie rozumiał, dlaczego. Dlaczego tylu ludzi musi umrzeć? Dlaczego jest tyle okrucieństwa i pustki? Dlaczego...

Słowa Elizy Orzeszkowej dopiero tutaj nabierają właściwego i ostatecznego znaczenia. W obozach koncentracyjnych heroiczna walka o życie nie jest banalna, pełna patosu czy dumy. Tu walka jest prawdziwa, ostateczna i bezwzględna. Wojna o zachowanie życia i, co ważniejsze, człowieczeństwa trwa od świtu do zmierzchu. W obozach, w łagrach śmierć nie jest szlachetna i wzniosła. Śmierć jest pusta, bezmyślna i do bólu prawdziwa.

Jak powiedział C. G. Jung: "Na ile możemy stwierdzić, jedynym celem ludzkiej egzystencji jest rozpalenie światła znaczenia w mroku całego istnienia". Dlaczego człowiek nie może pojąć, że zabijając drugiego gasi światło życia? Życia, które dał nam Bóg. Tak łatwo jest być destruktorem, że ludzie zapominają o tym jak tworzyć. Światło poznania gaśnie z każdą śmiercią, obojętnie, jaka by ona nie była.

Jeden człowiek to cały zbiór doznań, miłości, pragnień i myśli. To cały wszechświat zamknięty w jednym, tak kruchym, ciele. Jeden człowiek, którego "skryte myśli wypełniają wszystkie rzeczy, święte, przeklęte, czyste, brudne, mroczne i jasne, bez wstydu czy winy." Rzekomo człowiek jest najdoskonalszym wcieleniem Ojca, tak trudno jest mi w to uwierzyć. Mimo że potrafi sięgnąć gwiazd i dokonać niemożliwego nie jest zdolny by żyć w harmonii z innymi.

Pożegnałem się z Platonem zostawiając go w obozie śmierci. Sam odleciałem na skrzydlatych wskazówkach zegara w inne miejsce i inny czas.

Cyferblat zaszumiał i zakołysał się, kiedy lądowaliśmy pośród zniszczonych przez wojnę budynków. Zrujnowane kamienice kiedyś tętniące życiem obumarły. Place zabaw przypominają cmentarze.

Idę wzdłuż poznaczonej przez bomby jezdni. Widzę pchane przez wiatr czarne parasole, które przywodzą na myśl martwe wrony. Przechodzę pomiędzy zdruzgotanym sklepem z zabawkami. Pluszowy miś wpatruje się we mnie swoimi czarnymi, pustymi oczyma. Stoję w kościele. Drewniana konstrukcja chwieje się na silnym wietrze, obraz Matki Boskiej jest doszczętnie zniszczony. Spomiędzy długich szeregów ław słyszę łkanie.

Starzec skrył twarz w rękach na mój widok. Tamuje potok łez spływający mu po pobrużdżonych przez czas i zmartwienia policzkach. Powykręcanymi dłońmi obejmuje martwe ciało wnuczka. Siedmioletni chłopiec wygląda tak jakby tylko zasnął na chwilę. Na krótką chwilę, by zaraz się obudzić.

Czeczenia.

Tysiące istnień straconych. Tysiące ludzkich marzeń zostało spalonych w ogniu dział, tysiące miłości pogrzebanych pod gruzami i tysiące utraconych nadziei.

Nikt nie jest niewinny. Każdy z nas jest odpowiedzialny za śmierć innych. Bierność i apatia jest jednoznaczna z przyzwoleniem na zło. "Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam przytem nie stał się potworem. Zaś, gdy długo spoglądasz w bezdeń, spogląda bezdeń także w ciebie" - słowa Fryderyka Wilhelma Nietzschego są aktualne.

Nieważne jest, po której stronie się zabija, liczy się tylko sam fakt. Żadna strona nie powinna być usprawiedliwiana przez historię. Broniący kraju są tak samo mordercami jak ci, którzy dopuścili się ataku. Każde życie jest najwartościowszym na świecie.

Wojna jest złem i nie zmieni tego żadna, choćby najszlachetniejsza, idea.

Człowiek jest zdolny do największych poświęceń i bezgranicznego oddania. W imię ideałów, w imię heroizmu i patriotycznych uczuć potrafi żyć i umierać. Historia obfituje w przykłady wojen narodowowyzwoleńczych i pełnych patosu krucjat. Wszystkie one stworzyły postawy oddanego sprawie rycerza - powstańca. Obrona kraju ważniejsza jest od obrony własnego życia. Heroizm to piękna rzecz, ale postawa ta straciła bezpowrotnie swoje pierwotne znaczenie. Przywódcy powstań szafowali nią i z pięknego ideału pozostała tylko krew i ból. Heroizm przestał być wzniosły stał się synonimem cierpienia w imię irracjonalnych idei. Tyrtejskie wzorce powracały w Wietnamie, Czeczenii i Iraku.

Odlatuje na tarczy zegara prostu do domu mego Ojca. Wznoszę się na podmuchach ciepłego, południowego powietrza. Suchy wiatr targa bez opamiętania wskazówkami barokowego mechanizmu. Znikam pośród kłębiastych obłoków na blacie wiekowego zegara.

Ojciec czeka już na mnie rozparty na drewnianym tronie. Jego długa, mlecznobiała broda swobodnie układa się na bogato inkrustowanych złotem szatach. Spogląda na tafle małej sadzawki rozlanej na środku komnaty.

Witam się z nim padając do nóg i całując jego pierścień. Ojciec patrzy mi w oczy i momentalnie odgaduje moje myśli.

- Synu, jesteś pewien, że chcesz za nich umierać?



Esej, który właśnie przeczytaliście napisałem na potrzeby szkoły, do której uczęszczam. A dokładnie jest to moje wypracowanie na lekcję języka polskiego. Stwierdziłem, że idealnie pasuje do tematu numery i nie może się zmarnować. Mam nadzieje, że nie macie mi tego za złe.


Cytaty myślicieli zaczerpnąłem z podręcznika do Wampira i Maga. A mówią, że gry fabularne tylko ogłupiają.



Do góry




 

Copyright (C) 2002 - 2004 Silva Rerum wszelkie prawa zastrzeżone
MAIL TO WEBMASTER