Silva Rerum

Numer 1 (7) 2004


Menu

Od redakcji
Karczma
Z dziennika
Recenzje
Felietony
Opowiadania


Felietony

Wojna o plac
Heigen no otaku...
"Heroizm" puste słowo


 

 

Heigen no otaku...



Daniel Magnus Kazanecki


Słowo wstępne...


Witam Was serdecznie po raz kolejny.

Prawdę powiedziawszy, to długo się zastanawiałem w którym dziale umieścić poniższy artykuł. W końcu mój dylemat ograniczył się do dwóch: "Opowiadania" i "Felietony". Ostatecznie postanowiłem (za zgodą red. nacza) zamieścić go w tym drugim. Mam nadzieję, że dokonałem dobrego wyboru ;)

W tym tekście znajdziecie m.in. dużo ciekawych i przydatnych (mam nadzieję), podczas sesji L5K, informacji, takich jak np. etapy zakładania zbroi samurajskiej, czy opis przykładowej bitwy. (Zawsze bolałem nad bardzo "papierowym" i "kostkowo - turlajacym" rozwiązaniem bitew w L5K).

Dobra. Koniec ględzenia. Zapraszam do lektury i życzę miłej zabawy. Jak to mawiają gaijini: "Enjoy your meal".


***

"Z obozu dochodziły odgłosy dużego poruszenia. Szczęk broni, rżenie koni, pokrzykiwania ludzi.

Mężczyzna otworzył powoli oczy. W namiocie panował lekki półmrok. Jedynie niewielki ołtarzyk znajdujący się na wprost klęczącego, był lekko oświetlony przez niewielkie znicze. Przedstawiał Fortunę Siły - Bishamona.

Mężczyzna ubrany był w piękne, biało - błękitne kimono z wyszytym na plecach wizerunkiem żurawia zrywającego się do lotu. Strój był tak wspaniały, że nie było żadnych wątpliwości, że wyszedł spod ręki prawdziwego mistrza krawieckiego Klanu Żurawia. Być może było to dzieło samego Morioki.

Mężczyzna wziął do ręki kadzidełko i zapalił je od płomienia. Jego ruchy były delikatne, płynne i pełne niewymuszonej gracji, a zarazem były pewne i zdecydowane. Samuraj wzniósł kadzidełko do góry, zatoczył nim niewielki okrąg, a następnie umocował przy posążku Bishamona. Po namiocie rozniósł się delikatny zapach opium.

- Zwą mnie Kakuyoku. Jestem synem Kakita Itomiego - cicho powiedział mężczyzna wykonując głeboki ułon. Dotknął czołem ziemi, po czym na powrót się wyprostował - Fortuno Siły, Bishamonie, daj mi dziś zwyciężyć moich wrogów w imię mego Pana Doji Satsume. Zabierz strach, daj mi siłę, pozwól moim przodkom prowadzić ostrze mego miecza.

Wolno zaczął odwijać pas obi, natychmiast starannie go składając. Kimono zsunęło się z lekkim szelestem na ziemię. Mężczyzna został w samej przepasce biodrowej. Nawet w półmroku dało się zauważyć liczne blizny, pokrywające jego ramiona, klatkę piersiową, plecy i nogi. Samuraj schylił się i podniósł swoje okrycie, po czym z najwyższą dbałością i dokładnością złożył je i umieścił w skrzyni stojącej pod ścianą namiotu. Następnie ubrał białą shitage, (rodzaj koszuli przypominającej kimono) z błękitnym symbolem żurawia na lewej piersi i czarną hakamę.

Poprawiając ją usiadł na macie. Założył na stopy skarpety tabi i przypominające getry, kyahan. Sięgnął ręką po, wykonane z włókien palmowych, sandały waraji. Następnie założył chroniące (od kostek do kolan) nogi nagolenniki wykonane z lakierowanego, błękitnego drewna. Związał je z tyłu nogi. Ruchy mężczyzny były wprawne i szybkie. Widać było, że nie jest to jego pierwsza bitwa. On sam miał zapewne nadzieję, że nie ostatnia.

Mężczyzna podniósł się z maty. Sięgnął po haidate i już po chwili górna część jego nóg chroniona była przez fragment zbroi, przypominający przewiązany w pasie, rozcięty po środku i wykończony małymi kawałkami żelaza fartuch. Następnie naciągnął na ręce długie skórzane rękawice yugake i opancerzone rękawy kote - tegai, chroniące rękę od zewnątrz serią metalowych osłon. Kolejnym elementem zbroi było waka - biki, (fragmenty kolczugi) chroniące pachy wojownika przed ewentualnymi ciosami przeciwników.

Kakuyoku podszedł do wyjścia z namiotu i uchylił materiał. Gestem ręki wezwał stojącego nieopodal podwładnego. Żołnierz skłonił się nisko i wszedł do namiotu. Kakuyoku wskazał na zbroję stojącą w rogu namiotu. Młody wojownik skłonił się jeszcze raz i podszedł do pancerza. Pomógł założyć samurajowi haramaki - do, chroniącą korpus, centralną część zbroi i zasznurował ją mocno na plecach. Następnie do ramion przymocował duże, metalowe ochraniacze sode.

Kakuyoku przewiązał się uwa - obi i zatknął za niego dwa miecze stanowiące daisho: katanę i wakizashi. Następnie zgarnął swoje czarne włosy i związał je mocno na czubku głowy, którą przewiązał białą opaską. Pod szyją przywiązał metalowy kołnierz nodowa, chroniący gardło samuraja.

Bushi był gotowy. Odetchnął głęboko i założył na głowę pięknie zdobiony hełm kabuto. Kark samuraja chroniło kilka rzędów metalowych płytek (shikoro) przymocowanych do specjalnych występów przy dolnej krawędzi hełmu. Osłony uszu, fukigaeshi, wymodelowane zostały na wzór rozłożonych skrzydeł żurawia.

Samuraj rozchylił wejście o namiotu i wyszedł na zewnątrz. Mgła powoli opadała, a słońce usilnie próbowało przebić się przez jej płaszcz i oświetlić wspaniałą, błękitno - białą zbroję Kakuyoku, uwydatniając całe jej piękno i kunszt wykonania. Przed wejściem na samuraja czekał już rumak. Mężczyzna pogładził konia po chrapach i bez niczyjej pomocy wsiadł na niego. Rumak lekko zatańczył, ale samuraj zaraz go uspokoił. Giermek natychmiast podał mu naginatę. Kakuyoku przyjrzał się jej i po chwili ruszył w stronę, gdzie stał jego oddział.


***

Mgła opadła już zupełnie, odsłaniając twarz bogini Amaterasu, która wznosiła się coraz wyżej. Równina Otaku zalana była ciepłem, jesiennym światłem. Trawa ciągle jeszcze się zieleniła i rosła bujnie, jakby nieświadoma pory roku i tego, że za chwilę zostanie stratowana przez tysiące biegnących nóg i kopyt; że zostanie zroszona hektolitrami krwi, zasłana setkami martwych ciał.

Na ciemno - niebieskim niebie znajdowały się nieliczne chmury, przybierające fantastyczne kształty, jednak nikt zgromadzony na polu nadchodzącej bitwy nie zwracał na nie uwagi. Powietrze było nieruchome. Nawet najmniejszy podmuch wiatru nie zakłócał spokoju jaki panował na równinie. Sztandary zamiast dumnie łopotać na wietrze i wzbudzać respekt wśród wrogów, zwisały smętnie na długich kijach.

Słońce odbijało się w ostrzach długich włóczni yari i krótszych naginatach. Tysiące wojowników w błękitnych i brązowych zbrojach stało nieruchomo naprzeciw siebie. Oczekiwali na rozkazy swoich generałów, gotowi wykonać bez sprzeciwu ich polecenia, a nawet poświęcić życie dla swojego daimyo.

Wojska Klanu Żurawia ustawiły się w luźnym szyku. Po bokach formacji ustawili się łucznicy gotowi w każdej chwili wysunąć się na przód i pokryć gradem strzał nacierających przeciwników. Trzon, stanowili ustawieni w szeregach samurajowie i nieliczne oddziały konnicy. Na niewielkim wzgórzu, za swoimi wojskami, siedział w otoczeniu generałów sam Doji Kuwanan, dowódca wojsk Żurawia i syn Doji Satsumego.

Po drugiej stronie równiny panowało poruszenie, gdyż wojska Lwów ustawiały się w szyk do natarcia. Ich żołnierze zaczęły formować klin złożony z pieszych samurajów i jazdy konnej. Po bokach, tej przypominającej grot strzały formacji, umiejscowieni zostali łucznicy. Wojownicy szybko i sprawnie stanęli na wyznaczonych pozycjach i Lwy ruszyły powoli w stronę linii wojsk Żurawia...


***

Ciszę równiny przerwał tupot nóg, tętent kopyt, szczęk broni i zbroi. Żołnierze Lwa, w miarę zmniejszania się odległości do wojsk przeciwnika, coraz bardziej zwiększali tempo marszu. Gdy znaleźli się mniej więcej w połowie dzielącego ich dystansu, przed linie Żurawi wysunęli się szybko łucznicy z napiętymi łukami, gotowymi do natychmiastowego strzału. Dowódca konnicy widząc ten manewr wydał krótki, gardłowy okrzyk. Wyprostował rękę uzbrojoną w włócznię i oddział momentalnie przeszedł w galop, jednocześnie rozciągając swój szyk. Bardzo szybko zostawili za sobą piechotę, która nie zmieniła szybkości kroku. Konie gnały jak wiatr, a z gardeł samurajów wyrwał się bojowy okrzyk; potężny niczym ryk samego lwa. Odpowiedział mu ze strony Żurawi krótki, suchy rozkaz. Zabrzęczały cienko cięciwy i niebo pokryła gęsta chmura strzał. Rozległ się nieprzyjemny dźwięk grotów wbijających się w pancerze, kwik padających zwierząt i krzyki umierających wojowników.

Kolejny krótki okrzyk dowódcy i jeźdźcy ponownie zwarli szyk tworząc klin mający wbić się w szeregi Żurawi, jak cierń wbija się w ciało nieuważnej osoby. Opuścili włócznie poniżej końskiego łba zatrzymując na wysokości głów pieszych wojowników. Nieprzerwany okrzyk z setek gardeł rozdzierał powietrze w ten jesienny ciepły, dzień i ledwo można było usłyszeć rozkaz padający z ust dowódcy w błękitnej zbroi. Łucznicy momentalnie odwrócili się i zaczęli sprawnie się wycofywać ze swoich pozycji. Ich miejsce błyskawicznie zajęli włócznicy yari. Zaparli swoje długie włócznie w ziemie w taki sposób, że utworzyły jakby najeżony mur, na który miały nadziać się szarżujące konie. Jednak niespodziewanie jeźdźcy wstrzymali konie prawie na linii kolczastego muru. Rumaki przysiadły na zadach, a następnie zostały zawrócone i pokłusowały w drugą stronę. Yari dosięgły kilku samurajów, którzy z dzikim krzykiem spadali z siodeł.

W pościg za wycofującymi się Lwami wyskoczyła zza linii włóczników kawaleria pod wodzą Kakuyoku. Okrzyk radości wśród Żurawi bardzo szybko się urwał, kiedy zasypał ich deszcz strzał. Ponownie rozległy się przeraźliwe okrzyki konających ludzi i zwierząt. W oddziale zapanowało zamieszanie. Konie kręciły się niespokojnie, a jeźdźcy co chwilę zwalali się z siodeł. Część samurajów w błękitnych barwach zawróciło swoje rumak chcąc uciekać, ale powstrzymał ich donośny i groźny krzyk Kakuyoku. Wyglądał teraz imponująco. Słońce tworzyło wokół jego postaci jakby boską poświatę, z jego pancerza sterczały połamane drzewce strzał. Uniósł się w strzemionach, skierował ostrze naginaty w stronę armii Lwów i z mrożącym krew w żyłach kiai ruszył we wskazanym kierunku. Jego oddział w sekundę uporządkował szeregi i z bojowym okrzykiem skoczył za swoim dowódcą. Żurawie z impetem uderzyli w szeregi kawalerii Lwów, która ledwo zdążyła nawrócić. Błyski stali, refleksy słońca w ostrzach i zbrojach, błękitno - złota masa.

Siły pod wodzą Kuwanana podzieliły się na trzy części. Jedna z nich ruszyła na pomoc Kakuyoku, a dwie pozostałe zaczęły okrążać walczących z obu stron kierując się w stronę łuczników wroga. Chwilę później do walczących dobiegli piechurzy w brązowo - złotych pancerzach. Żołnierze zwarli się tnąc, pchając i rąbiąc bezlitośnie. Zielona jeszcze niedawno trawa, stała się szkarłatna jak kimono pani Bayushi Kachiko. Na równinie zaczęły powstawać kałuże krwi. Ziemia nie była w stanie wchłonąć takiej ilości posoki.


***

Walka trwała już bardzo długo, ale żadna ze stron nie uzyskiwała przewagi. Liczniejsze wojska Doji Kuwanana nie mogły przełamać walecznych Lwów. Trup słał się gęsto, siły obu stron stopniowo topniały, jednak szala zwycięstwa nie przechylała się w żadną ze stron.

Kakuyoku stracił w walce włócznię i hełm. Walczył teraz z rozwianymi, posklejanymi krwią włosami. Jedyne ocalałe sode smętnie podskakiwało w rytm uderzeń miecza. Samuraj wyglądał jak demon wojny, jak Oni zniszczenia. Furia i brak litości emanowały z oczu dzielnego wojownika. Nikt nie potrafił go zatrzymać. Powalał każdego przeciwnika zanim ten zdołał wyprowadzić cios. Był pełen łaski Bishamona.

Kakuyoku nie czuł już ramienia. Krew już chyba całkowicie odpłynęła z ręki, ale samuraj nie przestawał zadawać ciosów. Cięcie, zamach, cięcie, blok, cięcie... i znowu cięcie... Nie myślał zbyt wiele. Odciął swój umysł od bólu, cierpienia, zmęczenia... Ciało samo wiedziało co ma robić. I mimo wyczerpania, robiło to dalej... z zabójczą skutecznością... Kakuyoku nie widział zbyt dobrze. Oczy zasłaniały mu mokre włosy, zalewał pot i krew płynąca z rany na głowie. Zmęczenie tworzyło ciemne majaki...

Nagle samuraj dostrzegł kątem oka ruch poza obszarem walki. Spojrzał w tamtą stronę. Duży odział konnicy, w złoto - brązowych pancerzach i sashimono z monem rodziny Matsu, pędził w kierunku wzgórza na którym znajdował się Kuwanan. Oprócz generała na wzniesieniu znajdowała się jego osobista straż i kilku znaczniejszych dowódców. Wszystkie siły Żurawia zaangażowane były w walkę z Lwem i generałowie zostali bez szans na pomoc z ich strony.

Ostry ból w lewym goleniu zmusił Kakuyoku do powrotu do walki. Powalił dwóch pieszych samurajów, po czym zmusił konia do stanięcia dęba. Przeciwnicy odsunęli się parę kroków w tył. O to chodziło! Samuraj zawrócił konia i wykrzykując rozkazy, ruszył w stronę wzgórza. Na jego komendę od walki oderwało się jeszcze kilkunastu jeźdźców i ruszyło za nim pędem. Kakuyoku starał się przeciąć drogę Lwom, zanim dotrą do wzniesienia. Nie było wszak na tyle strome, żeby spowolnić konie. Liczył, że jeźdźcy nie zauważą jego manewru i będzie mógł zaskoczyć ich kiedy będzie już dla nich za późno. Kakuyoku ponaglał zmęczonego konia, zachęcał go do jeszcze szybszego biegu. Przylgnął głową do spoconej, końskiej szyi i uniósł się lekko w siodle. Odległość zmniejszała się stopniowo. Jeszcze kawałek, jeszcze kawalątek... Koń zaczął chrapać i wypluwać pianę z pyska. Samuraj bezlitośnie zmuszał go jednak do dalszego forsownego biegu. Nie zdążą! Matsu wjechali właśnie na wzniesienie. Jeszcze kilka metrów... Ze szczytu wzgórza zaczęli zjeżdżać strażnicy Kuwanana tworząc półkole w którym chcieli zamknąć Lwy. Drugie półkole uformowali jeźdźcy nadciągający z podnóża. Manewr nie powiódł się całkowicie. Jeden z samurajów Matsu, w szczególnie bogatej zbroi, wyrwał się z okrążenia i popędził w stronę szczytu. Kakuyoku bez wahania ruszył za nim. Był blisko... Krzyknął. Tamten odwrócił się i po chwili niepewności zaszarżował na Żurawia. Kakuyoku odparował jego cios i wyprowadził własny celując w pachy przeciwnika. Matsu był nie byle kim. Zręcznie i z finezją odbijał ciosy Żurawia i pewnie powodował koniem. Kakuyoku odbijał już tylko ciosy. Ręka stawała się coraz słabsza. Zdawał sobie sprawę, że jeszcze chwila i odmówi mu zupełnie posłuszeństwa. Wojownicy skrzyżowali klingi miecza. Kakuyoku zmusił konia do przybliżenia się do rumaka przeciwnika. Konie tarły o siebie bokami. Mężczyźni siłowali się chwilę. Nagle Żuraw wyszarpną wakizashi i wbił je tuż nad nodowa, w odsłonięty fragment szyi. Gorąca krew buchnęła na twarz samuraja i Matsu z paskudnym charkotem zwalił się na ziemię. Kakuyoku ostatkiem sił zszedł z konia i momentalnie upadł kiedy paraliżującym bólem odezwała się rana na nodze. Wsparł się na katanie i przysunął się do ciała powalonego samuraja. Zdarł mu hełm, wzniósł miecz i jednym cięciem odrąbał głowę...

Siadł zmęczony na ziemi i dopiero teraz popatrzył niespokojnie na to co rozgrywa się na wzgórzu. Walka ciągle trwała, choć wojownicy Klanu Lwa, widząc śmierć swojego dowódcy stracili wcześniejszy zapał. Do Kakuyoku podjechał jakiś samuraj. Zszedł z konia, chwycił głowę Matsu i z dzikim okrzykiem popędził w dół zbocza unosząc ją wysoko do góry...


***

W niedługi czas później mniej niż połowa sił Klanu Lwa wycofała się z pola bitwy. Żurawie wróciły na ziemie swojego klanu w chwale i triumfie.

A Heigen no Otaku pozostała czerwona. Czerwona od krwi... czerwona w zachodzącym słońcu... czerwona od wspomnień...


***

Słowo kończące...


Mam nadzieję, że się Wam podobało. Muszę tu nadmienić, że uprościłem pewne rzeczy, fakty i informacje, aby zbytnio nie komplikować życia przeciętnym ludziom, (Oczywiście nie chodzi mi o poziom ich rozgrywki, ale o średnie zgłębienie się w temacie feudalnej Japonii) grającym w L5K. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi tego za złe. (W razie jakiś wątpliwości, uwagi przysyłajcie na mojego mail'a). Wszystkich zainteresowanych głębszym i dokładniejszym poznaniem tematu odsyłam do pozycji zamieszczonych w bibliografii.

To by było na tyle. Żegnam. Do następnego przeczytania.

Aha! Koniecznie zagrajcie w grę "Shogun: Total War". Poczujcie smak bitwy.



BIBLIOGRAFIA:


Ratti Oscar, Westbrook Adele "Sekrety Samurajów"
Nowakowski Witold "Kawanakajima 1561"



Do góry




 

Copyright (C) 2002 - 2004 Silva Rerum wszelkie prawa zastrzeżone
MAIL TO WEBMASTER