Silva Rerum

Numer 1 (7) 2004


Menu

Od redakcji
Karczma
Z dziennika
Recenzje
Felietony
Opowiadania


Recenzje

Powrót Jacksona
"Sten", czyli ciut o...
Nieboracy - RPG z...
Wilkołaki i wampiry...


 

 

Wilkołaki i wampiry, czyli cud mniemany "Underworld"



Jeremi Remolek Ochab


Ukazał się nowy, mroczny film fantastyczny - tu wampiry, tam wilkołaki ucieleśniające ludzki lęki... Oczywiście! Jak można się było nie spostrzec?! Ten film będzie o miłości i wojnie! Jedna część to niemalże czysty Szekspir (po którym ponoć nic nowego nie powiedziano), druga to komiks, a reszta to wymagania współczesnego, nowoczesnego kina (komercyjnego...?). Nie powiem "podobało mi się" lub "ale komercyjna chała" - z sali projekcyjnej wyszedłem z poczuciem pustki emocjonalnej pośród której plątała się myśl - "to było nawet fajne". Oby dzięki tej niepustej próżni recenzja była bardziej obiektywna i konkretna...

Natychmiastowo rzuca się w oczy kolorystyka filmu - utrzymana głównie w tonacji srebra księżyca w pełni i czerni nocy, z wyjątkami dla barwy szkarłatnej krwi i łagodnego błękitu oczu większości bohaterów. Taka selekcja wydaje się oczywista - budująca nastrój, przy tym niezwykle estetyczna, kieruje w dużej mierze uwagę na bohaterów, a poza tym jest naturalna dla nocy oraz ciemnych podziemnych korytarzy, czyli czasu i (częstego) miejsca akcji.

Zdarzenia rozgrywają się wyłącznie w mieście, w środku budynków i w kanałach; bardzo niewiele szczegółów (nie wliczając w to broni, które szczegółami nie są...) sugeruje sprecyzowany czas i miejsce w świecie. Interesująco wygląda siedziba wampirów - staroświecka, arystokratyczna - do której wdarła się jednak nowoczesna technologia. Starsze wampiry, ich otoczenie postrzega się jako ostoję bardziej tradycyjnych wyobrażeń dotyczących tej rasy - uwagę zwracają np. stroje lub pociąg (lokomotywa wiktoriańska?, steam-punkowa?), którą przyjechała w odwiedziny do miejscowej Loży część Starszych. Świetnie w nastrój filmu wprowadza początkowa scena, w której przyczajeni krwiopijcy stoją na gotyckich zwieńczeniach budynków przywodzących na myśl mroczne mauzolea...

Atmosferę nieźle buduje również muzyka - dal mnie gatunkowo raczej nie określona, zapewne wielu zaliczyłoby ją do "gotyckiej" - jednak nie bardzo dobrze. Zdaje się mało zróżnicowana, mimo sytuacji jakim towarzyszyła, jakby nieco "spłaszczała je emocjonalnie". Nie brak również, w pewnym momencie niemalże genialnie wykorzystanego, trochę mocniejszego metalu. Poza tym dźwięki towarzyszące wszelkim walkom zdawały się dudnieć, dodając mocy każdemu ciosowi - zabieg skutecznie urealniający siłę nieśmiertelnych (przecież dwom zmysłom wierzy się bardziej niż jednemu).

Mimo wymienionych dotąd aspektów tego kinowego obrazu należy stwierdzić: to nie jest horror. Nie powinno się tego oczekiwać. W filmie grozy wilkołaki albo wampiry (bo raczej nie obydwa stworzenia na raz) ucieleśniały zło, ludzkie lęki - wszystko dążyło do tego, aby wyciągnąć je z człowieka na wierzch. Tutaj nie mamy natomiast do czynienia z walką jego i upersonifikowanego strachu. W Underworldzie wampiry walczą z wilkołakami, nieskażona ludzka krew, to ledwie część tła. Bohaterowie należący do tych dwu przeklętych ras zostali więc uczłowieczeni, co spowodowało, że ich znaczenie zostało sprowadzone do bycia bajkowymi alegoriami.

Wiedząc to, możemy przejść dalej, do fabuły. Z preakcji wyrasta kilka wątków, z których centralnym jest wojna między wampirami i Lykanami (nazwa "wilkołak" pada, o ile się nie mylę, tylko raz) i które we właściwej akcji przeplatają się i łączą. Otóż dowiadujemy się o tajemniczym początku wojny między rasami, a nawet o tym, w jaki sposób one w ogóle powstały. Nie mogło się obejść bez intrygi czy zdrady. Wykształca się z tego jednak wątek przypominający nieodparcie walkę pomiędzy dwoma skłóconymi rodami. A w taką, jak wiadomo, lubi się wtrącać uczucie... tak, miłości. Może ktoś to poddać w wątpliwość, gdyż nie jest ono eksponowane, ale wyczuwa się je intuicyjnie. Oprócz tego dzieje postaci drugoplanowych mają duże znaczenie, bo to te osoby mają największy wpływ na fabułę, pozostawiając jednak rozstrzygnięcie bohaterom głównym. Ostatecznie wreszcie, choć zakończenie jest wyraźne i dość tendencyjne, to dołączono do niego komentarz zaprzeczający, że "wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie".

Portrety psychologiczne poszczególnych postaci zostały nakreślone dość słabo, są wyraźne, ale niewzruszone, brak tam wyborów, dylematów, niepewności. Czasem tylko ujmą widza niektóre rysy. Pomimo tego, zauważalnym plusem jest zmienna perspektywa ukazywania osób lub stron konfliktu, co może nadawać pewne wrażenie głębi, pozór zmienności bohaterów - w rzeczywistości jest to jednak manipulacja widzem, aby w trakcie seansu zmieniał się jego stosunek do danej postaci.

Szybko można również zyskać przekonanie, że w tym filmie ma być więcej akcji niż słów. Dialogi występują rzadko, są skąpe; częściej do przekazywania informacji służy obraz, z niektórych scen można wysnuwać wnioski. Jest to w dużym stopniu zaleta - twórcy z pewnością nie chcieli odsłaniać widzom wszystkiego i w zbyt oczywisty sposób, stąd słowa spełniają role ostatecznej formy rozstrzygania wątpliwości. Mimo tej oszczędności, rozmowy są w stanie w pewnym momencie (mam nadzieję, że tylko w tym jednym, który tu opiszę) rozbawić - wyobraźcie sobie scenę, w której spotkało się dwóch antagonistów, wampir i wilkołak, jeden niespodziewanie strzela do drugiego z pistoletu i mówi z wyższością i satysfakcją do umierającego przeciwnika: "Azotan srebra! Tego się nie spodziewałeś, co". I nawet nie wiem, jakiego filmu było to przerysowanie, scena ośmieszająca połowę kina rozrywkowego, kina akcji. I jeśli było to celowe "puszczenie oka" do widza, to zupełnie nietrafione i niedopasowane do całości filmu.

Skoro już dobrnęliśmy do kwestii zabijania... w Underworldzie jest tego bardzo spora dawka. Nic dziwnego, jest to de facto historia wojny. Na szczęście jednak nie przekroczono granicy estetycznej, w krwawych jatkach więcej huku i zamieszania, niż posoki. Poza tym widać również, że twórcy nie chcieli przesadzić z "matriksowymi" sztuczkami i bajerami. Przy tym da się dostrzec pewna wada - otóż nie widać rozróżnienia pomiędzy zdolnościami walczących ras. Są one niezwykle silne, wytrzymałe, regenerują się... i znakomicie posługują się bronią palną (oczywiście nie na tyle, by trafić główną bohaterkę). I niewiele więcej. Jednakże oznacza to także chwalebną wstrzemięźliwość autorów od zbytniego udziwniania i czarowania.

Wampiry i Lykanie wyglądają raczej wiarygodnie, choć zdaje się, że unikano bardzo dokładnego pokazywania bojowej postaci wilkołaków. Ciekawie zostały również pokazane: pierwsza przemiana w wilczego potwora oraz przebudzenie Starszego wampira - zawierają one wstawki poniekąd naturalistyczne, niespodziewane i częściowo szokujące.

Teraz już ostatnia sprawa, o której jednak nie można nie wspomnieć. Otóż osobą wokół której najwięcej się dzieje, można uznać, że głównym bohaterem, jest wampirzyca. A co za tym idzie niezwykle ładna, młoda kobieta. Obowiązkowo zatem należało wykorzystać te cechy i szczególnie je podkreślić, zapewniając filmowi większe zainteresowanie. Stąd połowa ujęć skupia się na pięknie owej Seleny, a obcisły strój (czasem zakrywany długim, stylowym płaszczem - niebezpieczne skojarzenie z "Matrixem") skutecznie je uwydatnia. Byłbym zapomniał - nie brak również sceny walki w metrze (skojarzenie jak wyżej, ale równocześnie zaznaczam, że Wachowscy nie pierwsi dostrzegli nastrojowy potencjał tego typu miejsc).

Czas na podsumowanie, opinię jednoznaczną i ostateczną ocenę... którą trudno będzie mi wyrazić, ponieważ pomimo tego, że Underworld jest według mnie filmem mało wartościowym, trochę pustym, to jednak oglądałem go z zainteresowaniem. I jeszcze pozostaję pod jego tajemniczym, niesprecyzowanym urokiem... być może urokiem wampirzej piękności...


reż.: Len Wiseman

scen.: Danny McBride

obsada: Kate Beckinsale, Scott Speedman, Shane Brolly, Michael Sheen

prod.: USA, 2003

czas trwania: 121 min



Do góry




 

Copyright (C) 2002 - 2004 Silva Rerum wszelkie prawa zastrzeżone
MAIL TO WEBMASTER